#TalentyUPL – rozmowy ze stypendystami

Zaczynamy nowy cykl #TalentyUPL, w którym będziemy przedstawiać członków  społeczności Uniwersytetu. Ich działalność jest szczególnie inspirująca. W pierwszej odsłonie cyklu przedstawionych zostanie sześć osób.To sześć różnych historii i jeden wspólny mianownik: konsekwencja w działaniu. W roku akademickim 2025/2026 studenci Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie ponownie znaleźli się w gronie laureatów stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To wyróżnienie nie trafia przypadkowo – stoi za nim ciężka praca, wybory i momenty zwątpienia, o których rzadko mówi się głośno.

Jak wygląda droga do takiego sukcesu „od środka”? Gdzie kończy się zwykła ciekawość, a pojawia realna pasja badawcza? O tym opowiada Kacper Lewikowski, student V roku weterynarii, w rozmowie z Zuzanną Skwarek z Działu Rekrutacji i Promocji UPwL

Zuzanna Skwarek: Gdybyś miał wskazać moment, w którym wszystko się zaczęło, co by to było?

 

Kacper Lewikowski: Spotkanie z odpowiednimi ludźmi. Jeszcze przed rejestracją na studia szukałem swojej drogi, a zaraz po ich rozpoczęciu  trafiłem na moich mentorów – dr Agnieszkę Chałabis-Mazurek i profesora Piotra Listosa. To oni pokazali mi, jak wygląda praca naukowa w praktyce i pomogli obrać właściwy kurs. Równolegle od początku angażowałem się w działalność kół naukowych. Od razu też udało mi się trafić na specjalizację toksykologiczną, dzięki radom mojej starszej koleżanki z weterynarii. Od zawsze chciałem działać troszeczkę na styku praktyki i teorii.

Z.S.: Czyli nie było jednego przełomu, tylko raczej proces?

 

K.L.: Zdecydowanie proces, ale są momenty, które się wyróżniają. Moja pierwsza konferencja naukowa  – KRIMED – i pierwsze publiczne wystąpienie podczas którego przedstawiłem swoje badania. To doświadczenie, które zostaje na długo. Potem przyszła konferencja podczas 80-lecia Wydziału Medycyny Weterynaryjnej – większa skala, międzynarodowe środowisko, pytania od profesorów z zagranicy. To też był kolejny spory krok. Ważną dla mnie chwilą było też przedstawienie postera, podczas zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii. Każde z tych wydarzeń coś zmieniało.

Z.S.: Brzmi jak konsekwentne budowanie ścieżki. A czy po drodze pojawiały się momenty zwątpienia?

 

K.L.: Oczywiście. Najczęściej wtedy, gdy wszystko się kumulowało – projekty, zaliczenia, kolokwia. Łatwo wtedy poczuć przytłoczenie. Kluczowe było to, że działaliśmy w zespole. W kole naukowym naprawdę się wspieraliśmy – i to robiło różnicę.

Z.S.: Czyli największą motywacją i wsparciem są ludzie, którzy cię otaczają?

 

K.L.: Zdecydowanie. Mentorzy, którzy pokazują kierunek, ale też bliscy – rodzina, przyjaciele. Bez tego wsparcia byłoby znacznie trudniej utrzymać tempo.

Z.S.: A co z pasjami niezwiązanymi z nauką? Warto inwestować w coś jeszcze?

 

K.L.: Zdecydowanie tak. Przez lata grałem w koszykówkę i to nauczyło mnie pracy zespołowej – to ważne w moich obecnych działaniach. Poza tym uwielbiam czytać, głównie kryminały. Myślę, że to właśnie one rozbudziły we mnie ciekawość i potrzebę szukania odpowiedzi. Ulubiona książka? Jeśli mam być szczery  najczęściej sięgam po podręcznik z medycyny sądowej (śmiech). Z kryminałów byłoby to: „Jak usunąć wujka z podłogi” – książka o sprzątaniu miejsc zgonów.

Z.S.: Stypendium to duże wsparcie finansowe i dzięki temu nowe możliwości. Masz już plan?

 

K.L.: Chcę zainwestować w specjalistyczny kurs z pogranicza medycyny sądowej i patomorfologii. Chodzi m.in. o naukę interpretacji preparatów histopatologicznych. To praktyczna umiejętność, która na pewno przyda mi się w przyszłości.

Z.S.: Na koniec, jaka jest twoja jedna rada dla tych, którzy dopiero zaczynają?

K.L.: Próbować. Sprawdzać różne rzeczy i nie bać się eksperymentować. A kiedy już znajdzie się obszar, który naprawdę cię  zainteresuje – warto poszukać mentora. To ogromnie przyspiesza rozwój.

Z.S.: I pytanie z innej strony – z jakim zwierzęciem się utożsamiasz?

 

K.L.: Takim zwierzęciem jest na pewno żyrafa, mam dość charakterystyczne zdjęcie, na którym pojawiam się w jej towarzystwie. Do tego jestem wysoki, więc skojarzenie jest oczywiste

Z.S: Dziękuję za rozmowę

 

K.L: Dziękuję.

Zapraszamy już za tydzień na kolejną inspirującą rozmowę.